Akademicy


Dzień III - Wariujemy 
Dzisiaj niedziela, 5 dzień lutego. Rozpoczęliśmy dzień 3 wstając o 8:00. Apel i modlitwa
przebiegły w atmosferze skupienia – ciekawe jak dużo w tej atmosferze było nocnego nie wyspania –
no nic, było cicho. Po apelu wyrzucona oknem przez nieznanego sprawcę butelka wylądowała
nieopodal mojej skromnej i drobnej osoby. Sprawca jednak nie pozostał w ukryciu na długo i dzięki
temu mamy niesamowicie czyste obejście wokoło domu, zero śmieci na ziemi.

Na pierwszych porannych zajęciach, chłopcy pracują realizując program! Robimy kotyliony,
cały proces opisany na tablicy w 3 punktach zbudowanych każdy z dwu równoważników zdań.
Niestety niektórzy znajdowali brzeg kartki w okolicach jej środka a inni,… a zresztą. Pracujemy.

Po tym wyczerpującym zajęciu, czas na działania relaksacyjne. Wybiegliśmy więc na dwór i się
porelaksowaliśmy – instruktor i wychowankowie – każdy po swojemu. Relaks i odrobina Świerzego
powietrze nie zmieniły wiele w podejściu chłopców do działań techniczno plastycznych. Ale przecież
bal maskowy bez masek się nie obejdzie. No więc trzeba było je zrobić. Trzeba było i nawet kilka
powstało, dodam że były naprawdę udane. Nie wszystkim wystarczyło cierpliwości, szczególnie zaś
szkoda tych, którym zabrakło jej w ostatnich minutach do przywiązywania gumki. Także część
chłopców miała piękne maski.




Po kolejnej wizycie na dworze, uczyliśmy się jak powinien odbywać się bal kotylionowy, tak
by chłopcy mogli go poprowadzić. Tak, tak, tak, miałem nadzieję że to zrobią.

Po południu byliśmy na Mszy Świętej a potem rozpoczął się nasz długo wyczekiwany bal. Nie
będę tu o nim pisał, o wprowadzaniu ciszy nocnej również, niestety dzisiaj szybko chciałem tylko zdać
relacje z wczoraj, bo jeszcze wciąż czeka mnie dzień wspólnej pracy i zabawy z chłopcami.

Autor: Nie Znany


Day II - Co to się nie działo ! 
Dziś sobota, 4 dzień lutego, dzień drugi, Cooooo…. a to, policzyłem jeszcze cztery razy, to naprawdę
dzień drugi, bosze jak się cieszę <emot jakiś ale nie mogłem się zdecydować>. Kochani, postępy w
edukacji i poprawie zachowania są. Na pewno są, wydaje mi się że po prostu ciężko mi je zauważyć.
Ale to nic, jest miło.

Dziś od rana w świetnym nastroju przystąpiłem z chłopcami do działania. Rano pobudka, później
poranny bieg pod górkę i chwila na sankach, żeby zachłysnąć się radością tego pięknego, mroźnego
dnia.

Apel, modlitwa, sprzątanie w pokojach wszystko super. Podczas zajęć porannych chłopcy najbardziej
ucieszyli się z mini kuligu, który udało się zorganizować. Niestety ja mniej, bo pomyślcie kto
ciągną sanie. Oprócz zabaw na dworze, Akademicy rysowali mapę Nibylandi, na której zaznaczali
miejsca ukrytych przez siebie skarbów – niektórzy pewnie do tej pory (22:24) szukają wioski
Indian, którą nieopatrznie umieściłem na mapie w miejscu szopy na drewno. Zajęcia poranne to
też chart charakteru, ćwiczenie właściwej postawy i duuuuuuuuuużo rozmów, które nazwę tu
wychowawczymi.

Po objedzie, chłopcy zjeżdżali na linie i pokonywali leśne przeszkody. Następnie zorganizowaliśmy dla
wychowanków zajęcia z improwizacji teatralnej – celowo nie pisze że chłopcy brali udział w całości,
gdyż wielu zastąpiło je zajęciami sportowymi ćwicząc mięśnie nóg i pleców podczas wykonywania
przysiadów.

Wieczorem chart ducha przy ognisku, które udało nam się rozpalić mimo nie sprzyjających warunków
temperatury. Nigdy nie widziałem takiego ognia o tej porze roku (może nie licząc starej beczki
koksownikowej).Było zimno tylko przez kilka minut, kiedy zaczęły się śpiewy i tańce – wieczór,
ognisko i nasza skóra na dłoniach zaczęły nabierać naturalnie pięknych kolorów.

Teraz biorę kawę i idę położyć dzieci spać, potem zejdę po drugą i znów powtórze czynność
usypiania, cóż a może mnie zaskoczą??? Jak Wam się wydaje??

Autor: Nie znam



Day 1 -Akademicy na zimowisku z przymrużeniem oka(oka instruktora) 
Chłopcy po przyjeździe od razu, bardzo chętnie zajęli się swoimi pokojami, i pokojami swoich
kolegów, zwiedzania wydaje się miało nie być końca… jednak się udało. Zaczęliśmy działać…, kilka
chwil później w końcu zaczęliśmy działać, oto cała grupa zwarta i gotowa dała się namówić na udział
w programie. Pełni nadziei, to znaczy chęci do działania… jak by się mogło zdawać, przystąpiliśmy do
niezwykle skomplikowanego zadania jakie zostało przed chłopcami postawione: obejrzeli film. Może
nie wszyscy a już na pewno z percepcją na bardzo różnym poziomie. Założyliśmy krótki klub
dyskusyjny (tak tak z chłopcami… ale krótki). Ustaliliśmy regulamin i zasady oraz program działania.

Po wszystkich papierowo administracyjnych kursach i warsztatach, wybraliśmy się na sanki. Na
dworze -21 stopni Celsjusza. 4 minuty później żałowałem, że nie byłem na tyle przedsiębiorczy i
zapobiegawczy, żeby dodrukować więcej kolorowanek i dopisać kilka punktów więcej do regulaminu,
może nie było by to tak ciekawe jak sanki, ale przynajmniej nie odbywało by się na dworze. Daliśmy
rade 29 minut na ponad 21 stopniowym mrozie.

Wieczór to już inna bajka, muzyka, zabawa i piosenki karaoke w wykonaniu chłopców, biło rekordy
popularność. Dostali nawet cukierka w nagrodę!


A teraz faza 4 usypianie, trzymajcie kciuki!

Autor: Nie wiem

i lepiej dla niego żebym się nie dowiedział!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz